KATASTROWA SMOLEŃSK
Komentarze (2)
Załóżmy, że w tym samym czasie od “normalnej”, przy wschodnim kierunku wiatru, zachodniej strony zaczął podchodzić, tuż przed godz. 10.40 lokalnego czasu, ten IŁ 76, ktoremu kontroler lotniska odmówił zgody na lądowanie. Wskutek tego, że początek pasa od strony zachodniej jest obniżony o blisko 20 metrów w stosunku do jego wschodniego krańca oraz wskutek tego, że TU 154 leciał ostatnie 3 km 50 metrów nad ziemią, praktycznie poniżej wschodniego brzegu pasa startowego, oba samoloty nie mogły się nawzajem zobaczyć, w tym krótkim okresie czasu gdy leciasły wprost na siebie, na swych radarach. “Zobaczyły się” (na radarach, bo widoczność była tylko 500 m) dopiero w momencie gdy TU 154 był ok. 1 km od wschodniego brzegu pasa startowego, a IŁ 74 właśnie lądował. I oba wykonały manewr wymijający – jak podawali naoczni świadkowie na lotnisku, “IŁ 74 nagle zachwiał się, położył na skrzydło prawie dotykając ziemi i odleciał”, TU 154 zrobił to samo, ale że był już za nisko, to w momencie nagłego skrętu utracił jeszcze wysokość (“ześlizgnął na skrzydło” tak jak to było w wypadku CASA w styczniu 2008) zahaczył o grube drzewo, 200 metrów na lewo od czystej przestrzeni nadlotu ze wschodu, próbował jeszcze wzbić się w górę, ale pochylony prawie o 45 stopni nie utrzymał się długo w powietrzu i runął kapotując “kołami do góry” totalne rozbijając kabinę. "